Walter Scott
John Ruskin

Sposób Walter Scotta patrzenia na naturę nie jest nieożywiony lub czysto materialny, jak to mamy u Homera; ani też zabarwiony uczuciem podmiotowym, jak to widzimy u Keatsa i Tennysona: natura u Waltera Scotta ma życie własne i własny patos - niezależny od obecności i namiętności człowieczej - życie, które poeta kocha i z którym sympatyzuje, jak z istotą towarzyską, zapominając zupełnie o sobie i poddając własną swoją ludzkość pod władzę tego, co mu się zdaje siłą krajobrazu.
„I z zielonej murawy dostrzega
Gretę, która płynie na przeciw Tees,
Gdzie, wychodząc ze swego ciemnego łoża,
Ujęła wschodnią czerwień ranku
I w dół po miękkiej dolinie
Toczy swe szerokie fale w różanym ogniu —
Purpurowiąc wszystko do ślubnego łoża,
Jak skromne dziewczę, zrodzone w klasztorze,
Gdy sikora, skowronek i kos wesoły
Śpiewają swe ślubne rondo!”
Czy Scott jest wesoły w tej chwili, czy też osoby tego opowiadania? Bynajmniej. Nie Scott czuje tu radość, lecz Ritingham, lecz Greta i cała sympatia Scotta ożywia się chwilowo radością Grety.
Uważajmy jednak, że nie ma tu fałszu patetycznego, gdyż namiętność nie wykrzywia tu natury. Nie namiętność kochanka budzi w nim myśl, że skowronki śpiewają u stóp damy, nie namiętność nędzarza, budzi w nim myśl, że powiędłe liście są jak monety opadłe; ale jest to stały i niezmienny nastrój jego myśli, jaki Scott dzieli z ogółem współczesnych, a który jest tylko instynktownym przeczuciem, jakie ludzie mieć muszą, o obecności bożej, choć nie jest ono sformowane w wyraźną wiarę.
Grecy, jak wiemy, stworzyli 7 żywiołów, bóstwa uosobione, u Dantego i pisarzy średniowiecznych - mamy ciągłą, pełną wiary obecność aniołów; u współczesnych widzimy nie wyraziste postaci, nie wyczuwalną jakąś boską istotę czy działalność: ale niejasne, z lekka prawdziwe ożywienie przedmiotu naturalnego, który w nas budzi sympatię. Uczucie to powszechne żyje w nas wciąż; stopniuje się tylko w ścisłym stosunku do wielkości serca, w jakim przebywa; u Scotta zaś jest ono bardziej intensywne niż zwykle, a przy tym łączy się z niezmierną siłą i żywością sympatii; przeto jest on w stanie zwalczać wszystkie dążenia patetyczne, i - zamiast w pewien sposób naturę czynić sobie podległą, sam siebie czyni jej podległym - idzie za nią po prostu, nie daje nigdy swobody swoim własnym troskom i myślom wobec jej czystości i pogody - maluje też ją na prostej i powszechnej prawdzie, nie dopuszczając wylewu swej chwilowej fantazji czy namiętności, a przeto zdaje się w pierwszej chwili płytszy od innych poetów, będąc w istocie szerszy i zdrowszy.
Czymże jestem? pyta wciąż, abym tę szczerą naturę miał zaburzać własnymi myślami? Zdarza mi się, że jestem w gorączce lub że bywam przygnębiony, i miałbym widzieć te smutne i dziwne rzeczy w falach i kwiatach? Szczęśliwa Greto, lube hiacynty! Wy nie jesteście smutne, ani dziwne dla większości; wy jesteście tylko przejrzystą wodą i błękitnym kwieciem; i niczym innym nie będziecie dla mnie, wyjąwszy, że ja, myśląc o was, mogę wasz obraz w sobie ożywić, co nie każdemu jest dostępne. I tak jak natura jest świetlana, pogodna lub zachmurzona, podobnież objawia się nastrój Waltera Scotta, który ją maluje taką, jaka ona jest; nic on tam nie wprowadza z siebie samego, wyjąwszy ten wiecznie eolski ton, który w nim brzmi nieświadomie. Czasem tylko jakieś jedno lub dwa zabłąkane słowa, jak co do Blackford Hill, gdzie wystawioną jest wyraźnie osoba uczuciowa, ale uczucie to wystawione skromnie i z jasnym pojęciem, że to nie szemrzący potok jest smutny, ani rżysko nad jego brzegiem, tylko chłopiec, co stoi w pobliżu; tak w jednej chwili odwraca poeta swój obraz, przedstawia samą naturę, zawsze nieodmienną i niezależną od uczuć ludzkich; czyni on to nie w jakichś subtelnych wyrazach, ale w pierwszych lepszych; nie wyjaśnia tej sprawy jakimiś wyszukanymi frazesami, lecz bardzo łatwymi, tak jak powinien by się wyrazić każdy wrażliwy człowiek w takim położeniu, tylko że on przemawia językiem słodszym i wdzięczniejszym; i przy tym jest u niego widoczny podziemny prąd refleksji głębszej, który tu i owdzie na chwilę zaszumi zewnętrznie i który jeżeli się postaramy, sądzę, że możemy wszędzie dostrzec u Scotta i czerpać z jego głębi, a który on pozwala nam do woli otwierać czy zamykać.
[ przełożył Antoni Lange ]
[ przypis redakcji Dozis.pl: w kilkunastu wyrazach poprawiono ortografię wyrazów - według współczesnych zasad ortografii języka polskiego ]
Wyświetlanych:

















powrót do indexu


