Halucynacje Staleya Fleminga
Ambrose Gwinnett Bierce
Z dwóch rozmawiających ze sobą mężczyzn jeden był lekarzem.
— Posłałem po pana, doktorze — powiedział drugi — ale nie sądzę, by potrafił mi pan pomóc. Może będzie pan mógł polecić mi specjalistę psychiatrę. Mam wrażenie, że jestem nieco pomylony.
— Wygląda pan na zdrowego — rzekł lekarz.
— Pan sam osądzi... miewam halucynacje. Budzę się co noc i widzę w moim pokoju uporczywie wpatrzonego we mnie wielkiego, czarnego spaniela nowofundlandzkiego z białą przednią łapą.
— Powiada pan, że się budzi; czy jest pan tego pewien? „Halucynacje'" są niekiedy tylko snami.
— Och, budzę się z całą pewnością. Niekiedy leżę jeszcze przez dłuższy czas patrząc na psa tak poważnie, jak pies patrzy na mnie... zawsze zostawiam zapalone światło. Kiedy nie mogę dłużej tego znieść, siadam na łóżku... i niczego tam nie ma.
— Hm... a jak wygląda to zwierzę?
— Mnie jego wygląd wydaje się złowrogi. Wiem oczywiście, że wyjąwszy dziedzinę sztuki, fizjonomia zwierzęcia leżącego spokojnie ma zawsze ten sam wyraz. Lecz to nie jest prawdziwe zwierzę. Spaniele nowofundlandzkie mają bardzo łagodny wygląd, wie pan. Co może dolegać temu psu?
— Doprawdy, moja diagnoza nie miałaby żadnej wartości: nie mam zamiaru leczyć psa.
Lekarz roześmiał się z własnego dowcipu, lecz kątem oka bacznie obserwował swego pacjenta. Po chwili rzekł:
— Panie Fleming, zwierzę przez pana opisane przypomina psa świętej pamięci Atwella Bartona.
Fleming, uniósłszy się na pół z krzesła, usiadł na powrót i zrobił widoczny wysiłek, by zachować obojętność.
— Pamiętam Bartona — powiedział — zdaje mi się, że on został... powiadano, że... czy nie było niczego podejrzanego w jego śmierci?
Patrząc teraz prosto w oczy swego pacjenta lekarz rzekł:
— Przed trzema laty ciało pańskiego dawnego wroga, Atwella Bartona, znaleziono w lasku w pobliżu jego i pańskiego domu. Został zasztyletowany. Nikogo nie aresztowano, nie znaleziono klucza do tajemnicy. Niektórzy z nas mieli swoje „teorie". I ja miałem jedną. A pan?
— Ja? Ależ, na Boga, a cóż ja mogę o tym wiedzieć? Pamięta pan, że wyjechałem do Europy prawie natychmiast po tym... w dłuższy czas po tym. Nie spodziewa się pan chyba, bym w ciągu tych kilku tygodni, jakie upłynęły od chwili mego powrotu, zbudował sobie jakąś „teorię". W istocie nie myślałem o tym ani razu. Co z jego psem?
— To on pierwszy znalazł ciało. Zdechł z głodu na jego grobie.
Nie znane są nam prawa rządzące zbiegami okoliczności. Staley Fleming nie znał ich również, w przeciwnym bowiem wypadku nie zerwałby się na równe nogi w momencie, gdy nocny wiatr przyniósł przez otwarte okno przeciągłe, zawodzące, dalekie wycie psa. Przemierzył kilkakrotnie pokój pod nieugiętym wzrokiem lekarza; w pewnej chwili niespodziewanie stanął przed nim krzycząc nieomal:
— Co to wszystko ma wspólnego z moją dolegliwością, doktorze Halderman? Zapomniał pan, po co pana wezwano.
Wstając lekarz położył dłoń na ramieniu swego pacjenta i rzekł łagodnie:
— Wybaczy pan. Nie mogę postawić od ręki diagnozy pańskiej dolegliwości... jutro, być może. Proszę położyć się do łóżka i nie zamykać drzwi sypialni na klucz. Spędzę tę noc tutaj, w towarzystwie pańskich książek. Czy może mnie pan wezwać nie wstając?
— Tak, mam dzwonek elektryczny.
— Dobrze. Jeśli cokolwiek zakłóci pański spokój, proszę nacisnąć guzik dzwonka nie siadając. Dobranoc.
Wygodnie usadowiony w fotelu, medyk wpatrywał się w rozżarzone węgielki rozmyślając głęboko i długo, choć najwyraźniej z niewielkim skutkiem, często bowiem wstawał i otwierał drzwi prowadzące do klatki schodowej nasłuchując uważnie, po czym siadał na powrót. Niebawem jednak usnął, a kiedy się obudził, było już po północy. Pogrzebał w kominku, by rozniecić nieco dogasający ogień, wziął książkę ze stoliczka stojącego obok niego i spojrzał na tytuł. Były to Medytacje Dennekera. Otworzył książkę na chybił trafił i począł czytać:
„Skoro, jak to jest ustanowione przez Boga, każde ciało ma duszę i przez to nabiera duchowej siły, to również dusza ma siłę ciała, nawet wówczas gdy opuści ciało i żyje jako oddzielny twór, na co wskazuje wiele aktów przemocy dokonanych przez duchy i lemury. A są i tacy, którzy powiadają, że człowiek nie jest w tym odosobniony, gdyż i zwierzęta mają podobnie złe skłonności i..."
Czytanie przerwał mu łomot, który wstrząsnął domem, spowodowany jak gdyby upadkiem ciężkiego przedmiotu. Czytający rzucił książkę, wybiegł z pokoju i pośpiesznie wszedł po schodach kierując się do sypialni Fleminga. Nacisnął klamkę, lecz wbrew jego poleceniu drzwi były zamknięte na klucz. Naparł na nie ramieniem z taką siłą, że ustąpiły. Na podłodze obok rozgrzebanego łóżka leżał w nocnym stroju Fleming wydający ostatnie tchnienie.
Lekarz uniósł z podłogi głowę konającego mężczyzny i obejrzał ranę na szyi. „Powinienem był o tym pomyśleć", rzekł w przekonaniu, że ma do czynienia z samobójstwem.
Przeprowadzona po śmierci obdukcja zwłok ujawniła niewątpliwe ślady zwierzęcych kłów głęboko wbitych w żyłę szyjną.
Zwierzęcia jednak nie znaleziono.
[ przetłumaczyła Krystyna Korwin-Mikke ]
Wyświetlanych:

















powrót do indexu


